Link 20.10.2008 :: 10:09
Komentuj (0)stało się. notoryczne oglądanie Dextera musiało w końcu zaowocować "koszmarem z prawdziwego zdarzenia", takim co to człowiek budzi się w środku nocy i nie może złapać tchu. rzeczywiście. ale co poradzić, skoro dwaj huligani na klatce, w której mieszkał mój dziadek, są uzbrojeni w noże/scyzoryki i tymiż mnie atakują. jakieś takie zamglone to wszystko...wiem, że było więcej szczegółów, ale nie mogę sobie przypomnieć. a, no przecież - obudziłam się ze strachem w środku nocy.
w drugim śnie leciałam samolotem (w życiu jeszcze nigdy). w środku miał układ siedzeń mniej więcej taki jak w warszawskim autobusie, niektórzy spali na ziemi. "ktoś" mi dawał jakieś prochy, na których było napisane "na piękne nogi". znajdowałam się koło Kopca Powstanców Styczniowych. w samolocie był ktoś z przeszłości. skaczę po fabule, potem był drugi lot, na który bałam się, że nie zdążę. byłam u mojego dziadka w mieszkaniu, była też moja siostra, a ja się zamknęłam w pokoju, który nigdy nie istniał zamiast iść do WC. przed lotem znajdowałam się przed domem mojej chrzestnej i okazało się, że mam lecieć z jej córką. mama próbowała podarować mi wielką, czerwoną, okropnie włochatą torbę, ale jej nie wzięłam.
Link 07.10.2008 :: 16:15
Komentuj (0)nie pamiętam wszystkiego. tylko że chodziłam z tatą po sklepach, i nagle weszłam w jakieś zaczarowane miejsce. wszystko wokół było pokryte śniegiem. po prawej był wysoki stok, po lewej, w dole, rosły jakieś sosny czy świerki. wdrapałam się na stok (z boku były schody) i usiadłam wygodnie na fotelu, który był na szczycie. nagle z miejsca w którym siedziałam wybiło niesamowite, dziwne światło, jakbym siedziała na miejscu samego Boga i z góry obserwowała cały świat, zaśnieżony i świąteczny świat. za chwilę pomyślałam, że może jestem Świętym Mikołajem. miałam w ręku aparat fotograficzny. próbowałam zrobić zdjęcie ze szczytu, ale nie siedziałam zbyt pewnie i bałam się, że spadnę. aparat za nic nie chciał uchwycić cudownego widoku, co więcej, nagle coś się obluzowało i wypadły z niego baterie, które bezskutecznie usiłowałam włożyć z powrotem. ale i to na nic. zdjęcia nie zrobiłam. nagle pojawił się mój tata - powiedział, że już jest zmęczony czekaniem na mnie. ja zlazłam ze szczytu i zaczęłam mu opowiadać i pokazywać, co właśnie widziałam, ale wszystko się jakby rozpłynęło.
~
nagle w moim mieszkaniu znalazła się A. zapytalam ją co tu robi i jakim prawem tu przychodzi, i skąd w ogóle ma klucze, skoro już tu nie mieszka. odpowiedziała, że przychodzi bo w nowym mieszkaniu ma za wysoki czynsz i przychodzi do nas korzystać z wody itd. ja ją zaczęłam ochrzaniać a ona się rozpłakała. moja nowa współlokatorka, K. zaczęła ją przytulać i pocieszać. nagle A. wyjęła nóż (ten lekko wyszczerbiony, którym kroję cytrynę) i się na mnie rzuciła. zaczęłyśmy się siłować w przedpokoju. dalej nie pamiętam.
Link 12.09.2008 :: 11:18
Komentuj (1)na początku śni mi się, że mam świadomość, że ktoś umarł. i że był muzykiem, i bliską mi osobą. i że ten ktoś wyglądał jak ville vallo. razem ze znajomymi szukamy pośród wielkich drzew jego grobu, mijając inne z wielkimi zdjęciami gitarzystów, pokryte napisami od fanów i kwiatami. wśród znajomych na pewno jest katon, misiek, ewa, eva i jakieś dziewczyny z mojej klasy w liceum, których nie lubiłam. zła, że nie znalazłam tego czego szukałam, zarządziłam powrót do domu. dom okazał się ogromny i okazał się być domem katona, ale wcale nie wyglądał w środku jak jego dom. siedzieliśmy sobie na górze przy kominku, ale lampy też były pozapalane, ktoś się wyciągnął w dużym, czarnym skórzanym fotelu. potem pamiętam że nagle wszyscy zniknęli i w pokoju został tylko mój chrzestny. obok schodów, w miejscu gdzie powinna być barierka, a jej nie było, stało gigantyczne, brązowe krzesło na uginających się metalowych nogach. niechcący zrzuciłam je ze schodów, modląc się, żeby katon nie zauważył. a potem na tym krześle razem z ewą i evą jechałyśmy jak na motorze. ja byłam bez kasku, robiłam zdjęcia i paliłam papierosa, i bałam się policji. potem mi się śniło że moim chłopakiem był mąż małgorzaty kożuchowskiej. i że miałam krzywe zęby. i że byłam gdzieś w warszawie i tłumaczyłam pewnej dziewczynie drogę dokądś, mówiąc "to jest aż na pradze" a ona odparła "ale my jesteśmy na pradze".
mama mnie obudziła, bo musiałam wziąć jakąś tabletkę.nieprzytomna ponownie zapadam w sen.
śni mi się podróż. jestem w kraju który nazywam grecją, mimo iż po drzewach łażą małpy. powstaje nowa konkurencja olimpijska, w której zawodnicy mają za zadanie przebiec jakiś wąski przesmyk, który ciągnie się przez norwegię i las, i tam chodzą łosie, a na mapie ten przesmyk oblewa ocean. wracając do małp. tych małp na drzewach, a właściwie na jednym, wielkim drzewie, jest pełno, jedna obok drugiej, i mają gęste futra. ja i dwie inne osoby, których twarzy nie pamiętam, też chodzimy po tym drzewie. nagle okazuje się, że jestem pawiem, i jakaś małpa chce mnie zaatakować, a ja rozpościeram swój ogon, żeby ją odstraszyć. i wtedy słyszę głosy moich przyjaciół, którzy mówią, że zaraz będzie po wszystkim. zostałam dziabnięta jakimś kolcem i za chwilę mam się osunąć w nieświadomość.
śni mi się że jestem w swoim pokoju i mam w nim szufladkę. do tej szufladki mogę wkładać liściki, wypisane ręcznie na kartce, i one docierają do adresata po włożeniu do szufladki i zamknięciu jej. takie troche coś jak żywy e-mail. piszę liścik do marty, strasznie koślawym, nie moim pismem. piszę że byłam w grecji i widziałam małpy, i nagle na kartce pojawia się obrazek żyrafy. potem sni mi się jakiś kościół, ale nie widzę jego wnętrza w całości.
idę z mamą chodnikiem. obie oprócz spodni i butów mamy na sobie tylko biustonosze, nie zważając na przechodniów. ja dodatkowo jestem kompletnie nieuczesana, ale orientuję się trochę za późno, i panikuję, że wszyscy mnie widzą. mówię mamie, że muszę schudnąć. mama mówi, że idziemy na targ, bo tam mają fajne ciuchy. ja mówię, że na targ mi się nie chce, bo za daleko. potem mama mówi, że szukamy dużego domu z balkonem, bo magda, moja siostra, chciała mieć ślub na balkonie. mijamy dziwne domy, których podłogi nie dotykają ziemi. stoją na grubych drewnianych palach. jest ich bardzo dużo. pogoda jest piękna, świeci ostre słońce. przez głowę przebiega mi myśl, że powstałoby fajne zdjęcie. ktoś jedzie na rowerze. mijamy jakieś tajemne przejście, i mama mówi, że babcia tędy do berlina jeździła czy coś takiego.
jestem w księgarni, pracuję, jak ostatnio co dzień. oblegają mnie klienci. sprzedaję kobiecie zeszyty, kilka cieńszych i kilka 60 kartkowych w kratkę. kobieta podaje mi banknot 400 złotowy i kilka innych. przychodzi niski człowieczek, karzeł i cośtam chce. szeroko się smieje, po czym wychodzi. w księgarni, mimo ciasnoty za ladą, mieści się o dziwo dużo osób. są moje znajome z liceum, których także nie lubię. ja zakładam skarpetki, bo jakimś cudem jestem boso, i buty sportowe. patrzę na buty moich znajomych - jedna eleganckie, czarne, na niebotycznym obcasie, którym obok mnie stuka. druga sportowe, białe, z pomaranczowymi kwiatkami czy jakoś tak. przychodzi znowu ten karzeł, mówi "cześć, jestem karzeł mungo", szeroko się uśmiecha i prezentuje swój numer telefonu, mówi że jak będzie potrzebny to można do niego zadzwonić.
jesteśmy w lesie i oglądamy nasze zdjęcia klasowe. w lesie jest rzeka. co było na tych zdjęciach, pamiętam słabo. wiem, że na jednym stałam z inną rudą koleżanką i obie miałyśmy głupie miny. ale zdjęć było więcej. a potem byłam w dziwnym pokoju, gdzie była moja siostra i moja mama, a ja oglądałam coś dziwnego w telewizji. program, w którym dzieci/młodzież coś śpiewały po angielsku i miały dziwnie pomalowane twarze.
Link 08.09.2008 :: 11:03
Komentuj (0)jeździłam sobie z Miśkiem autobusem. miałam na sobie turkusowy szlafrok i skarpetki i klapki. szliśmy gdzieś i dosłownie złapaliśmy autobus w locie. pan kierowca był bardzo miły i uśmiechał się do nas, a potem autobus miał wodny przystanek i musiał wziąć pasażerów którzy przypłynęli autobusem wodnym. wtedy mój szlafroczek wpadł do wody, ale Misiek go wyciągnął, cały w wodorostach. no i byliśmy jeszcze w jakimś pubie w moim mieście gdzie chcieliśmy zrobić imprezę i w którym była straszna siekiera, i spotkałam tam dwie znajome z podstawówki. były jeszcze Ewa i Ania, które bardzo szybko gdzieś wchodziły i równie szybko wychodziły, przez jakąś bramę pod którą przechodziło mnóstwo ludzi.
potem mi się śniło że jestem Rossem i czekam na Rachel na stacji pkp.
Link 16.08.2008 :: 08:13
Komentuj (1)śniło mi się, że umarłam.
leżałam na czymś. lub w czymś. wiele wskazuje na to, że w trumnie, ale nie mogę być pewna. zaczęłam panikować że po prostu zostanę w niej zamknięta i się uduszę, a nie chciałam tak umierać. moja siostra podała mi coś lub wstrzyknęła i to był decydujący moment. miałam leżeć i czekać. czekałam. na jakiś nieomylny znak, że to już sie stało. że gdzieś spadnę albo gdzieś się uniosę, poczuję szarpnięcie lub cokolwiek innego. nic takiego się nie stało. po minucie zerwałam się i zaczęłam krzyczeć że jeszcze nie chcę umierać. moja mama i ktoś jeszcze patrzyli na mnie z takimi dziwnie spokojnymi uśmiechami. nie pamiętam, jak mi powiedzieli, że już jest po wszystkim. a ja nic nie zauważyłam. wiedziałam już, że po śmierci mogę rozmawiać z bliskimi. ale świadomość że nie jestem już razem z nimi, wprawiła mnie w dziwny smutek. mama powiedziała, że mogę kontrolować , by inni słyszeli to co mówię lub nie, muszę się tylko tego nauczyć.
około 6 rano obudziła mnie burza z piorunami.
następny sen był zupełnie inny. zimowy las, jacyś ludzie, między innymi on. tamci ludzie zdawali się być moimi znajomymi ze szkoły, ale kto to tam wie. nie mieli chyba spodni i stali boso na śniegu, aż przyjechało coś i przywiozło im koce. on siedział gdzieś pośród namiotów. nagle szłam razem z nim ulicami mojego miasteczka. po drodze minęliśmy mojego pierwszego chłopaka, za którym obejrzałam się ze zgrozą. ogolił głowę na łyso i zrobił sobie w twarzy mnóstwo kolczyków. nie ukryłam swojego zdziwienia. za chwilę minęliśmy innego chłopaka, moją niespełnioną miłość z liceum. po prostu nas minął.
~
wczoraj znowu te wypadające zęby.
~
siedziałam na jakimś fotelu, który przypominał mi taki, na którym się siedzi u dentysty, i jakaś pani, która mogła być pielęgniarką była obok. niewiele pamiętam. pani nacisnęła jakiś gudzik i fotel zaczął gwałtownie wznosić się do góry i równie gwałtownie opadać w dół, kilka razy pod rząd, a moje trzewia fikołkowały w środku.
Link 29.07.2008 :: 12:36
Komentuj (1)śniło mi się, że X miał już dziecko. ja rozmawiałam z jego rodzicami i dziadkami. natomiast Y był dla mnie miły. głupi sen.
wcześniej, zapewne pod wpływem serialu Six Feet Under śnił mi się cmentarz powązkowski, małe trumny, które wyglądały jak skrzynki na kwiaty w których kruszyła się ziemia. do tego jeden z bohaterów, z którym miałam wsiąść do psiego zaprzęgu razem z setką innych ludzi i pojechać sobie przez las w ramach kuligu, kiedy obok daje koncert Mars Volta.
ale Y był dla mnie miły.
Link 24.07.2008 :: 23:55
Komentuj (0)jakiś facet sikał w szklarni na naszej działce. zaczęłam na niego wrzeszczeć, że co pan sobie wyobraża, to nie pana działka, niech pan stamtąd idzie. nawygrażał mi a potem mnie zaczął gonić na rowerze, chyba się rozeźlił. dopadł mnie za furtką, obok jakiegoś grobu, na którym była dżdżownica, którą zastrzeliłam z karabinu maszynowego, podobnie jak owego mężczyznę. poza tym to co się często powtarza, czyli wypadały mi zęby. nie spałam dwie noce, była jakaś impreza. śniła mi się mama mojego taty - w starym samochodzie jechałyśmy przez warszawę wczesnym rankiem.
Link 21.07.2008 :: 11:45
Komentuj (0)dziwne rzeczy. ktoś był nagi i ktoś kogoś zastał zasłaniającego się tylko ręcznikiem, i ktoś spąsowiał na miejscu. potem jakieś drogi, jakieś spiski, nie wiadomo o co chodzi, koledzy, kumple, seria prześwitów bez znaczenia.
KTOŚ jadł ze mną obiad. za cholere, czemu właśnie on? jakieś sałatki, bo nie pasował mu kotlet, co jest sprzeczne z rzeczywistością.
wsiadam do taksówki której kierowcą jest george michael i jedziemy. chyba z miśkiem, ale mnie zabij, nie pamiętam. spotykamy thoma yorke'a i ja mówię, że jedziemy do niego do domu, a on patrzy na mnie wielkimi oczami. powiedział, że może nam pokazać gdzie pracuje. i tak pojechaliśmy do "miejsca pracy zespołu", co potem okazało się być zwykłym, acz sporym, ogródkiem, gdzie potem zjawił się też katon i reszta ekipy, a ja robiłam rodzinne zdjęcia, a raczej próbowałam zrobić, bo latały gołębie i wcinały się w kadr.
jestem kierowcą tramwaju! dziecinnie proste. urywają się tory gdzieś w lesie. ludzie uciekają z paczkami i bagażami. dziewczyna na rowerze pruje przez las. sceneria się zmienia i w kostiumie kąpielowym i szortach jestem na basenie. siedzę na podłodze i obserwuję jak wszyscy skaczą do płytkiego 50 centymetrowego baseniku z wysokosci 6 metrów i się nie zabijają. widzę ludzi których już dawno nie lubię. potem pakuję rzeczy swoje i koleżanki i próbuję się dostać do autokaru, czuję się znów jak w gimnazjum.
Link 16.07.2008 :: 19:30
Komentuj (1)było dużo ludzi. chyba w jakiejś dużej sali gimnastycznej. i jakaś grupka rozpalała sztuczne ognie, a może coś innego, i tam gdzie stali, kończył się lont, a może to była strużka rozlanej benzyny. a może w ogóle to był detonator. i ja coś nacisnęłam i było wielkie bum, prosto w twarze stojących, a potem oni mieli czarne opaski na oczach a ja uciekłam.
ten chłopak z którym sobie czasem rozmawiam, chciał mi zrobić prezent. ale prezent zdechł, a ja mu powiedziałam że go bardzo przepraszam, ale nie mogę oglądać martwych myszy. i dał mi taką kolorową kostkę z różnymi napisami, których nie pamiętam. i plakat z moimi oczami i rosyjskimi napisami.
a potem moja współlokatorka (nagle z włosami obciętymi na krótko) wyskoczyła z łazienki z okrzykiem że coś okropnego lata po ścianie. po kilku minutach oporów zajrzałam do środka i zobaczyłam wielkiego czarnego owłosionego pająka, który był strasznie szybki. a potem razem z Em psikałyśmy w niego lakierem do włosów, aż się zwinął w kulkę i znieruchomiał.
Link 14.07.2008 :: 00:24
Komentuj (0)moja siostra w końcu zaszła w ciążę a mama wyprowadzała psa przed blokiem.
rzeczywistość nie jest aż taka różowa. nie ma ani dziecka ani psa.
właściwie to nie mam pojęcia czemu o tym piszę. sprawia mi to jakąś nieokreśloną i dziwną satysfakcję.